Dział - Logopedia

RODZIC JEST NAJLEPSZYM TERAPEUTĄ

Rodzic jest najlepszym terapeutą

            Tych kilka słów napiszę z perspektywy logopedy.

Jeszcze jakiś czas temu, nie tak dawno, dziecko objęte terapią logopedyczną w naszej poradni miało zajęcia raz w miesiącu.  Częstotliwość spotkań z logopedą jest uwarunkowana liczbą zdiagnozowanych dzieci. W tym momencie sytuacja trochę się poprawiła – zajęcia odbywają się co dwa, trzy tygodnie. Mały sukces. Ale czy wystarczy, aby wady wymowy szybko usunąć, a dziecko rozwijało się dalej harmonijnie? Każde dziecko to indywidualny przypadek i nie można generalizować. Jednak z mojego doświadczenia wynika, że sukcesy w terapii są tam, gdzie jest współpraca logopeda-rodzic.

Zajęcia logopedyczne powinny odbywać się systematycznie, najlepiej kilka razy w tygodniu (to oczywiście jest zależne od diagnozy, wieku dziecka i innych czynników). Nauczyciele poradni umawiają uczniów według ich potrzeb, ale również własnych możliwości. Okazuje się, że zajęcia w poradni powinny być pomocne dla rodziców w codziennej pracy dziecka w domu. Po każdych zajęciach uczeń otrzymuje materiały do teczki, która jest wsparciem w domowej terapii. Z kolei obecność dorosłego opiekuna podczas zajęć logopedycznych pozwala przeprowadzić minipokaz, jak ćwiczyć i bawić się z przedszkolakiem czy uczniem, z czego korzystać, jak motywować. To rodzic/opiekun decyduje, czy z takiego wsparcia chce skorzystać czy też dziecko pozostaje na zajęciach samo. Jeżeli dorosły tylko przyprowadza ucznia a potem go odbiera, to staram się jak najwięcej wskazówek przekazać ustnie lub w krótkich punktach pisemnie. Tu niezastąpiona jest wspomniana teczka. A właściwie jej stan. Mówi mi on, jak często dziecko z niej korzystało. Uwielbiam przekładać poniszczone, brudne karty pracy, krzywo porozcinane memo. Zniszczone materiały są dla mnie informacją, że uczeń „odrobił pracę domową”. Niestety, nie zawsze teczki tak wyglądają. Trochę czuję się, jakbym musiała sprawdzać rodzica. Ale od tego zależy, czy będą efekty naszej pracy. Na kolejnych zajęciach chwalę dziecko za wykonane zadania w domu. Trochę niezręcznie jest, kiedy zadania nie zostały nawet rozpoczęte. Nie mogę obwiniać dziecka! Ale niektórzy rodzice zarzucają maluchowi, że czegoś nie wykonał. Może trochę złośliwi, ale najchętniej zapytałabym, czy dziecko też samodzielnie decyduje o tym, ile słodyczy zje. Chciałabym usłyszeć odpowiedź negującą. Bo to rodzic powinien dbać o to, co dla dziecka zdrowe, dobre i pilnować tego, aby nie jadło zbyt dużo cukru i wykonywało polecenia logopedy. Przedszkolak, uczeń nauczania początkowego nie poćwiczy samodzielnie głoski /sz/, bo nawet, kiedy popełnia błąd, nie ma go kto poprawić. A kiedy mówi prawidłowo, nie ma go kto pochwalić. Owszem, zadania z zajęć logopedycznych to również ćwiczenia motoryki małej. Takie czynności w większej mierze mogą spoczywać na odpowiedzialności dzieciaczka. Chociaż i w tym przypadku dorosły powinien sprawować kontrolę, np. nad techniką utrzymywania kredki przez dziecko.

Moje uwagi mają na celu uzmysłowienia, że logopeda potrzebuje wsparcia. Droga do prawidłowej mowy prowadzi przez ciężką pracę i żmudne ćwiczenia. Aby ją skrócić, trzeba przyspieszyć.  Nie traktujmy wizyty u logopedy jak wyjście do apteki. Jedyny dostępny lek w naszych gabinetach to praca. Jeśli się postaramy, to dziecko będzie ją postrzegało jako zabawę, przygodę.

Żeby wszystkich zachęcić do mojego apelu, to przedstawię pewną historię. Historię dziewczynki, którą poznałam, kiedy miała trzy lata i cztery miesiące. Historię dziewczynki, która opracowała własny kod językowy czytelny jedynie przez mamę i najbliższe otoczenie. Historię dziewczynki, której nigdy nie zapomnę. Historię dziewczynki, która wszystko zawdzięcza swojej mamie. Historię Wiktorii Kowalczyk.

Negatywną motywacją do konsultacji logopedycznej córki była sytuacja, w której obce dzieci wyśmiały Wiktorię na podwórku z powodu jej niezrozumiałej mowy. Rzeczywiście, wypowiedzi dziewczynki były zupełnie niezrozumiałe. Jej słownik nasączony był neologizmami (np. maj ‘książka do czytania’, lilikam ‘lody’), onomatopejami (np. ału ‘telefon’, a ci ‘kichnąć’). Artykulacja bardzo nieregularna. Dziewczynka poza dźwiękami mownymi wykorzystywała w wypowiedziach także inne odgłosy, np. przypominające gulganie.  Z kolei jej gotowość komunikacyjna została oceniona na bardzo wysoką. Wiktoria ze strzępków wyrazów i innych odgłosów budowała zdania nieznające gramatyki, ale za to bardzo szybko wypowiadane…

Od czego było zacząć? Od uświadomienia rodzica powagi sytuacji. Mama Wiktorii zrozumiała, że od umiejętności językowych w dużej mierze zależeć będzie jej powodzenie edukacyjne i społeczne. Podjęła wyzwanie i, nie boję się tego napisać, uratowała córkę. Po pierwsze intensywność zajęć była bardzo duża – codziennie 1 godzina. Po drugie mama dbała, aby dziewczynka korzystała z wszystkich możliwych form pomocy – indywidualne zajęcia logopedyczne, grupowe zajęcia logopedyczne „Razem weselej”, grupowe zajęcia pedagogiczne „Literkowy zawrót głowy”. Niesamowite było to, jak wierszyki, które miały jedynie wspierać utrwalanie jakiejś głoski, były przez Wiktorię opanowane pamięciowo (i wcale nie wynikało to z dobrej pamięci słuchowej dziecka). Mama przygotowywała córkę na zajęcia, odrabiając zadane prace, ale także dokładając materiał. To prawda, że dużo wymagała od dziecka, ale po trzech i pół roku terapii Wiktoria nie tylko nadrobiła zaległości językowe, ale także przewyższa niejednego rówieśnika świadomością fonologiczną. Dowodem na niezwykłość pracowitości tego duetu jest napisana przez moją praktykantkę , Patrycję Kowalską, pracy licencjackiej „Opóźniony rozwój mowy – przyczyny i konsekwencje. Studium przypadku” o Wiktorii. Dziś dziewczynka utrwala głoskę /r/ i uczy się czytać metodą sylabową. Wierzę, że nabędzie tę umiejętność przed rozpoczęciem edukacji szkolnej. We wrześniu pierwszy dzwonek. Jestem spokojna o jej inicjację szkolną.

Dwa zdania z perspektywy rodzica dziecka z opóźnionym rozwojem mowy.

Znalezienie złotego środka między Rodziną, pracą, innymi obowiązkami a domową terapią logopedyczną własnego dziecka nie jest proste. Jednak uważam, że warto zadbać o chwilę na zajęcia malucha, bo ta chwila to inwestycja.

                                                                                                                                                                                                           Małgorzata Małecka - logopeda